Zofia Błażko – prawdziwy portret malarki i osobliwej artystki

Dzisiaj przedstawiam Wam postać wyjątkową. Jest to absolwentka studiów magisterskich Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku na kierunku Malarstwo. Kobieta, w żyłach której płynie miłość do renesansu, literatury, podroży i sportu. Co wyjdzie z tego połączenia i jaki sposób na życie ma Zofia Błażko? Jeśli chcecie ją poznać, zapraszam do artykułu.

Kiedy poczuła Pani przekonanie, iż malarstwo to jest życiowa pasja?

Nie potrafię sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek miałam takie przeczucie. Rysowanie i malowanie towarzyszyło mi od kiedy sięgnę pamięcią. Jest to dla mnie stan naturalny tak jak oddychanie i tak jak bez powietrza nie mogę funkcjonować bez malowania. Pewnie już z tą pasją się urodziłam i mam głębokie  przekonanie, że mi to nie przejdzie.

Skąd pomysły na Pani twórczość?

Pomysły czerpię z życia.

Czy malowane osoby są prawdziwe?

Tak, wszystkie portretowane modele są osobami, które osobiście znam. Przez bardzo długi czas malowałam tylko osoby z mojego najbliższego otoczenia- znajomych i przyjaciół.

Z biegiem czasu to się zmieniało. W poszukiwaniu „nowych twarzy do obrazów” zaczęłam przemierzać świat. Gdy ktoś przyciągnie moją uwagę, na ulicy lub wśród znajomych znajomych i uznam, że chciałabym taką osobę sportretować,

wówczas proponuję spotkanie. Wtedy mam okazję dowiedzieć się więcej o przyszłym modelu, zaobserwować, jak się zachowuje, poznać jego wrażliwość. Tylko w ten sposób mogę pokazać coś więcej niż samą powierzchowność.

Skąd silna korelacja z nurtem Art Deco?

Prawdę mówiąc, to nie utożsamiam się tak silnie z Art Deco. Wydaje mi się, że więcej inspiracji czerpię od malarzy  okresu renesansu. Jednak działalność artystów obu tych okresów  łączy szeroko rozumiane dążenie do wyrażania i utrwalenia piękna, to było przedmiotem  ich zainteresowań i celem. Ten sam cel i działanie właśnie mnie inspiruje.

Czy Art Deco ma wpływ na Pani obecne życie?

Pewnie w jakimś stopniu tak, jak inne znane mi style podświadomie wpływają na moją twórczość. Niedawno wróciłam z wyjazdu do Florencji i mogę stwierdzić, że w moim najnowszym obrazie już widać wpływ renesansu włoskiego.

Na Pani obrazach widać dużą wielokulturowość czy jest to ślad po wielu wyjazdach po świecie?

Tak, pierwszy większy projekt artystyczny realizowałam tuż po ukończeniu wyższej uczelni, na rezydencji w Jour et Nuit Culture w Paryżu.  Miałam możliwość sportretować tam poznanych  emigrantów przybyłych do Francji.. Różnorodność etniczna bardzo mnie fascynuje. Tworząc portrety osób innych nacji, nie tylko chcę utrwalić odmienność fizyczną.  Przed podjęciem pracy nad obrazem staram się najpierw poznać modela                       w różnych aspektach tj. jego kulturę, religię, filozofię…Na czteromiesięcznym stypendium artystycznym w Senegalu, udało mi się wykonać szczególne dla mnie   i prawdziwe portrety. Przed podjęciem pracy przy płótnie, najpierw spędziłam sporo czasu z przyszłymi modelami, aby  spróbować choć w części zrozumieć tych ludzi, przeczytałam też koran i miałam osobistego nauczyciela języka lokalnego ‚‚wolof’’.  Miałam też wyjątkową możliwość podróżowania po pięknym i słonecznym Senegalu  poznając  serdecznych ludzi i wyjątkowe miejsca. To mnie niezwykle  wewnętrznie wzbogaciło .

Bardziej malarstwo czy fotografia?

Maluję i rysuję od dziecka. Moja przygoda z fotografią pojawiła się znacznie później. To w gimnazjum plastycznym w Gdyni Orłowie zaczęłam się wgłębiać w alchemię fotografii. Na zajęciach korzystaliśmy jeszcze z technik analogowych. Miałam aparat „Zenit” po Dziadku z wygrawerowaną na obiektywie dedykacją, sama wywoływałam zdjęcia i klisze… W Liceum plastycznym kontynuowałam cały czas naukę fotografii wybierając fakultet z tego przedmiotu. Pierwsze studia rozpoczęłam z malarstwa, by rok później zacząć równolegle drugi kierunek -Fotografię… Teraz fotografię wykorzystuję do przygotowania kompozycji, które pomagają mi w tworzeniu obrazów.

Druga miłość po malarstwie?

Są  trzy równorzędne pasje, które są istotnym elementem mojego życia. Sport, literatura i podróże.

Zawsze sport był dla mnie bardzo ważny. Co prawda nigdy nie zajmowałam się nim wyczynowo ani nie podejmowałam sportów ekstremalnych. Jednak sport pomaga mi  zdobyć niezbędny zapas energii, która pozwoli mi spędzać sporo godzin przed sztalugą.

Nie zawsze byłam fanką czytania, ale na szczęście się zmieniłam… Teraz czytam często  rano oraz w czasie dojazdów do pracowni. Są to  życiorysy malarzy, czasami rozważania filozoficzne lub inne treści, które mogą mnie wzbogacić wewnętrznie. W trakcie malowania – jeśli nie potrzebuję większego skupienia- lub temat mnie zafascynuje- słucham audiobooków.

Wyjazdy są dla mnie niezwykłą okazją do czerpania nowych inspiracji. Miałam możliwość  przebywania na paromiesięcznych rezydencjach artystycznych na całym świecie, w miejscach takich jak   Senegal, Pekin czy Paryż. Niezwykle sobie cenię te wyjazdy. Miałam możliwość poznania wielu oryginalnych artystów, zobaczyć ciekawe miejsca i ludzi z nimi związanych. Miałam też czas na ich poznanie i zrozumienie. Duże znaczenie tego typu wyjazdów ma fakt, że zapewniony jest również nocleg oraz  pracownia – otrzymuję wówczas wszystko, co jest potrzebne do nieskrępowanej i twórczej pracy.

Do kogo są adresowane są Pani prace?

Nie wybrałam sobie szczególnej grupy odbiorców. Maluję to, co chciałabym utrwalić, to co jest dla mnie ważne i chcę dzielić się tym ze wszystkimi. Maluję głównie portrety realistyczne. Do tej pory były to obrazy w zasadzie bez ukrytych symboli, bardziej nastrojowe (choć w najnowszym realizowanym cyklu  to się zmienia). Wcześniej interesowały mnie głównie ulotne stany emocjonalne. Również poprzez nawiązywanie relacji z modelami chciałam uchwycić „duszę modela”. Wydaje mi się, że moje obrazy są w większości uniwersalne i  przystępne w odbiorze, bardziej od  np. sztuki konceptualnej. Pracuję z nadzieją, że moje prace podobają się i są zrozumiałe dla osób w różnym wieku, o różnej wrażliwości, wykształceniu, dla osób z różnych kręgów kulturowych.

Mały czy duży format?

Tuż po ukończeniu studiów najlepiej czułam się w większym formacie 200cm  x 120cm i takie obrazy malowałam. Obecnie pracuję już na mniejszych.  W tym roku największy mój obraz, miał wymiary 150x100cm, a teraz jestem w trakcie malowania płótna o wymiarze 120x80cm oraz 50 cm x 40cm. Wbrew pozorom mniejszy format nie oznacza mniejszego nakładu pracy. Często jest trudniej zakomponować i utrwalić zamysł na mniejszym płótnie.

Najbardziej magiczne miejsce na ziemi to?

Takich miejsc szczególnie dla mnie wyjątkowych jest kilka. Pierwszym – gdzie przeżyłam wręcz mistyczne przeżycie – były Himalaje. Miałam wielkie szczęście móc się znaleźć pod szczytem Annapurny, poczuć i zobaczyć majestat jednej z najwyższych gór świata.

Chińskie przysłowie mówi, że w górach mieszkają bogowie. Tego tam doświadczyłam.

Jakich tematów się Pani nie podejmuje w swojej twórczości?

Dwa lata temu dostałam propozycje bardzo dużego zlecenia. Namalowania 13 postaci na jednym płótnie. Gdybym się podjęła tej pracy, byłaby  największą i najbardziej dochodową realizacją. Jednak osoba zamawiająca miała „swoją wizję” dzieła. Nigdy nie neguję ani nie lekceważę pomysłów zleceniodawcy, ale ten obraz miał deprecjonować wartości, które są dla mnie ważne, więc odmówiłam i nie przyjęłam zlecenia.

Ulubiona forma spędzania wolnego czasu?

Relaks  i odprężenie podczas spotkań ze znajomymi, swoboda i wysiłek w czasie biegania lub jazdy na rowerze i w miarę możliwości  zwiedzanie nowych miejsc. Ostatnio sprawia mi przyjemność  przebywanie w czytelni i możliwość sięgania po bardzo różne pozycje – z podręcznikiem do anatomii włącznie.

Gdzie chciałaby Pani być za 5, 10, 15 lat?

Ciągle szukam swojego miejsca na ziemi. Na szczęście  mam taki zawód, który  pozwala mi pracować praktycznie w każdym miejscu na świecie i zawsze mogę dążyć do swoich wyznaczonych celów, gdziekolwiek bym się nie znalazła…
I to mnie fascynuje.

Dziękuję za wywiad! Życzę spełnienia wszystkich marzeń oraz sukcesów w Luxury Products!

Udostępnij